czwartek, 13 października 2016

Nie umarłyśmy na wybuch! (ale Kreteńczycy tak)


Ciągły brak internetu wymusza na nas dość aktywne życie zwiedzaniowo-nocne. To znaczy - łazimy o północy w nasze ulubione miejsce do czilowania* i rozmawiamy o Poważnych Sprawach**. A czasami zdarza się nam wyjeżdżać nieco dalej.
*którego nie możemy zdradzić, bo serdeczny przyjaciel z Erasmusa zaczaja się na nas z bejsbolem i/lub wujkiem prawnikiem, coby nam nastukać za potwarz, OCH NIE! Ta drama dopiero się rozkręca >D
**ta ooo




Jednak jako że budzimy się zazwyczaj o porach niesprzyjających dalekim wojażom, siłą rzeczy wybieramy bliższe destynacje. Na szczęście dookoła Rethymno pełno takowych. W pewne piąteczkowe przedpołudnie zebrałyśmy się więc i ruszyłyśmy do Moni Arkadiou. Droga była typowa, ale kierowca mało, bo jechał zbyt grzecznie przez te wszystkie wąskie dróżki wijące się po wzgórzach i dolinach i nad brzegiem przepaści. Ariadna, której to już któryś z kolei pobyt na Krecie, miała już spory przekrój przez różne zachowania tutejszych kierowców. Oto zestawienie najlepszych: pan dzwoniący gdzieś i potem parkujący pośrodku niczego po to, by odebrać kawę w pobliskiej kafeterii; pan kręcący kombolojem przez okno; pan rozmawiający z towarzyszem i plujący pestkami od słonecznika; pan kierujący łokciami - bynajmniej nie dlatego, że nie miał dłoni.



Przerywnik Ariadny: tym samym autobusem można dojechać do Eleftherny i do Margarites. Nie byłyśmy tam, ale Ariadnie udało się tam pojechać z mamą, tzn. mama domagała się nagrody za pomóc w poszukiwaniu mieszkania, czyli pojechania na wiochę*. We wiochach tych leżą prawdziwe skarby. Skarbem pierwszym jest muzeum w Elefthernie, które jest bardzo kochane i można zobaczyć rekonstrukcję pogrzebu homeryckiego! Prawdziwa radość! Grzebałabym! Drugim jest stanowisko archeologiczne w Elefthernie, które zaczyna się pięknie - ruinami Akropolu, malowniczymi widoczkami, normalnie prawie widać tych krasnolicych pastuszków błyskających łydkami spod tuniczek... a potem robi się hardkorowo. Po lewej zamknięte na czterdzieści spustów stanowisko archeologiczne, po prawej kozie bobki, z każdej strony osty, a potem trzeba skakać przez parów. Polecam. A na końcu trasy leży Margarites, czyli punkt obowiązkowy dla każdego nerda ceramiki jak mama Ariadny.** Jak się chce zobaczyć artystów przy pracy i kupić ich wyroby po cenie mniej więcej dwukrotnie niższej niż w dowolnym kreteńskim mieście, to myk do źródła. Poza tym Margarites jest malutkie i kochane, z wspaniałymi widokami i pyszną tawerną, gdzie podają miso kilo krasi***, czyli nasze ulubione danie, za trzy euro****.
*Mama Ariadny jest fanką kreteńskich wioch i pustostanów.
**Wiemy, że to czyta i pozdrawiamy.
***Pół kilo wina.
****Ale weź dolicz do tego koszt przejazdu i już przestaje się opylać.





Nie umiemy pisać bezbekowych notek, a przydałoby się, bo była to stosunkowo mało śmieszkowa wycieczka, jako że miejsce niezbyt wesołe. W tym położonym w górach* monastyrze w XIX wieku 700-osobowa grupa złożona z garstki obrońców, greckich kobiet i dzieci wysadziła się w powietrze**, coby nie wpaść w ręce tureckiego wroga.
*pośrodku niczego. Droga tam sama odpowiada na pytanie, czemu klasztor był siedzibą dowodzących powstaniem i czemu bronił się tak długo.
**Właściwie to wysadził ich ihumen klasztoru, bo chciał pewnie zdobyć κλέος ἄφθιτον jak Achilles.





Ra bardzo chciała wtrącić tu tekst ZESZCZEL TEGO KURWE BO UMRZEMY NA WYBUCH, więc wtrąca i czeka na shaming naszego poczucia humoru.*
*- POCAŁUJ MIE TO SZCZELE
- GEJOLASZ KURWIARZU**
**jesteśmy okropne.



Teraz jednak, poza salą byłego arsenału, gdzie wydarzyła się ta katastrofa, zwana przez Greków "kreteńskim holokaustem"*, klasztor Arkadi jest odbudowany i otoczony kwiatami. Oraz kotami. Bardzo przyjacielskimi kotami.***
*Dialog przed wejściem:
Ra: Myślisz, że można tam wejść?
Ariadna: Ja chyba nie chcę, czułabym się dziwnie...
Ra: No w sumie, to trochę jak wchodzenie do pieca w krematorium... ... ...Wchodzimy tam.**
**JESTEŚMY OKROPNE
***Tak właściwie to wszystko na Krecie jest otoczone przyjacielskimi kotami, ale te brudne puszyste chudzinki zasługują na swój własny post <3



"Ten płomień wzniecony został wewnątrz tej krypty
i od szczytu do szczytu rozświetlił pełną chwały Kretę;
 on był płomieniem bożym, w którym w imię wolności
Kreteńczycy spoczęli na całopalnym stosie."*
*Nie nadajemy się na tłumaczy.






Bez zbędnej martyrologii (tak, patrzymy na ciebie, Polsko), za to dużo piękna i spokoju. Pachnące róże o wielu kolorach, zielone krzewy pośród piaskowych murów, cieniuteńkie miodowe świece* i srebrne ikony dają obraz tej innej Krety. Smutniejszej i obdartej z turystycznego blichtru nierzadko sprowadzonego wprost z dalekich Chin.
*Ra: Jak myślisz, mogłabym zakosić jedną?
Nie zrobiła tego. Świeca z pszczelego wosku pozostaje jednak itemem absolutnie nam niezbędnym do pokoju i życia - a wciąż niezdobytym!


POTĘGA WĄSÓÓÓW!





Oczywiście jednak, jak przystało na nasze łase na srebro i złoto dusze, kiedy już nasyciłyśmy się zapachem róż i inszych krzewinek, pognałyśmy zachwycać się lśniącymi kadzielnicami w sklepiku. Gdyby nie problem z przemyceniem ich w rajanerze, miałybyśmy już milijon*. Poprzestałyśmy tedy na kupnie pocztówek, z greckim dziadusiem** i srebrną ikoną Konstantyna i Heleny***, którym klasztorna cerkiew jest poświęcona.
*A że te same kadzielnice widujemy w dewocjonaliach w Rethymno, po cenie niższej, ten problem pewnie jeszcze będzie szukał rozwiązania.
**Ariadna ma bzika na ich punkcie.
***Ra nigdy się nie oprze cesarskim fatałaszkom.





Cerkiew pochodzi z XVI wieku, okresu weneckiego zwierzchnictwa nad Kretą, tedy jej architektura jest bardziej zachodnia niźli tradycyjnie prawosławna - barokowa na fasadzie, romańska od dupy strony. Nasze odczucia do Republiki Weneckiej są nieustalone mieszane. Nasze odczucia do baroku jeszcze bardziej*. Ale tu się zgadzamy, że piękno. I złote lichtarze ze smokami, czemu ach czemu robienie zdjęć we wnętrzu było zabronione?! Przynajmniej ono było ortodoksyjne jak należy.
*W sensie, że w tym przypadku mamy odmienne. Ra nienawidzi. Ariadna toleruje, bo złoto, ale gardzi paskudnymi puttami. Zgadzamy się jednak co do tego, że Mussolini dobrze zrobił, każąc posłać w diabły barokowe kościoły w Rzymie, żeby wydobyć na powierzchnię świata Forum Romanum. Za te słowa uznania ściągałyśmy na siebie gromowładne spojrzenie doktor K. na historii sztuki.**.
**Ściągałyśmy je na każdych zajęciach za wiele też innych rzeczy. Uwielbiamy doktor K. <3





Ariadna była bardzo dumna ze swojej stylówy maga ognia, a Ra tak czy inaczej zawsze każe robić sobie zdjęcia w ładnych miejscach, to macie.





Kilkadziesiąt metrów od klasztoru znajduje się niewielkie mauzoleum z popiersiami obrońców oraz ich czaszkami.



Wycieczka do Arkadi bardzo nas przetyrała. Ponieważ nawet nie było jakoś wybitnie gorąco jak na kreteńskie warunki wczesną jesienią, bo wysoko, a na wysoczyźnie zawsze jest chłodniej, to zwalamy winę właśnie na te góry. Dwa nołlajfy nałykały się rześkiego górskiego powietrza, to i je potem podręcznikowo ścięło, ot co! Ra przysnęła w autobusie, a Ariadna jak padła na twarz tuż po wejściu do meliny, tak spała 4 godziny - a bogowie raczą wiedzieć, ile by to jeszcze trwało, gdyby jej ojciec telefonem nie obudził.

*Jesteśmy okropne i nie znamy świętości, przepraszamy za to, ale nie jest nam przykro.

2 komentarze:

  1. dzien dobry prosze o notke o kotach pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompilujemy kotki!
      Chcesz kartkę z dupą?

      Usuń